Dodaj do ulubionych
O autorze
   Niewiele w moim życiu było gier komputerowych, które zawładnęły mną na dobre, odcinając od rzeczywistiści na naprawdę długi czas. Poniżej w skrócie przedstawię te najważniejsze. Kolejność alfabetyczna.




Black And White [2000]

    W wielu grach dochodzimy do takich momentów, w których możemy z radością wykrzyknąć "Jestem Bogiem!". W tej jest nieco inaczej... Tutaj naprawdę jesteśmy Bogiem.


Chrome [2003]

    Na sam początek polska pozycja, udane FPS, którego nie musimy się ani trochę wstydzić a wręcz przeciwnie! W grze, rozgrywającej się gdzieś w przyszłości wcielamy się w kosmicznego najemnika, Bolta Logana, który wraz w spólniczką, Cerrie, zostaje wplątany w intrygę korporacji, kręcącą się wokół złóż drogocennego chromu. To co w grze zachwyca to w pierwszej kolejności las - pełen jest drzew i traw poruszanych wiatrem, w których naprawdę trudno coś znaleźć (szczególnie ciało przeciwnika, którego właśnie się uśmierciło). Kolejne punkty gra zdobywa przy misjach - są naprawdę różnorodne a nawet nie opierają się cały czas na strzelaniu, jak klasyki gatunku - w Chrome zdarza się nawet nam, że nie możemy zostać wykryci a co za tym idzie skradać się i strzelać jak najmniej a jak już strzelać to tylko z tłumikiem. Poza tym nasz bohater zostaje wyposarzony w implanty, dzięki którym zwiększają się jego zdolności bojowe. W grze spotkamy także kilka pojazdów, którymi sami będziemy mogli się poruszać (i to z prawdziwą przyjemnością) a także różnorodne bronie, które wybieramy adekwatnie do sytuacji (praktycznie jednocześnie możemy unieść tylko jedną broń). Do tego wszystkiego dochodzą duże, pomysłowe i różnorodne mapy (las, pustynia, zaśnierzone wzgórza a także wnętrza stacji kosmicznych), wymagający przeciwnicy, trochę zwierzyny (wyglądającej na potomków dinozaurów) i ciekawa fizyka (te latające ciała przy wybuchach granatów). Można narzekać jedynie na różnorodność przeciwników - tymi będą głównie żołnierze (ale i tak w obecności reszty plusów gry tego jedynego minusa praktycznie się nie zauważa) - i dość długi czas wczytywania poszczególnych poziomów. Polak potrafi!


Doom III [2004]

   Gra, na którą czekał z napięciem (podobno do pewnego momentu, heh) cały świat. FPS nie jest jakimś moim ukochanym gatunkiem, ale w tą grę wstyd nie zagrać. A to zanim doszło do skutku trochę potrwało, ponieważ Doom III wymagając naprawdę mocnego sprzętu trochę mnie wymęczył zanim dał się skonfigurować tak, że chodził szybko i sprawnie (tylko w naprawdę dużych zadymach spadając poniżej 15 fps) i wyglądał naprawdę świetnie. A oko jest tutaj czym cieszyć, szczególnie efektami rozgrzanego powietrza i wyglądem piekła, do którego niespodziewanie trafiamy przemierzając zimne korytarze marsjańskiej bazy pełnie piekielnych bestii. Scenariusz gry jest dość prosty. Mówiąc w skrócie: przybywamy na Marsa, gdzie w parę chwil po naszym wylądowaniu i przemierzeniu kilkuset metrów korytarza coś idzie nie tak i... musimy to posprzątać. A tym czymś jest otwarcie bram piekieł. Oczywiście w trakcie o całym zajściu i tym, co naprawdę działo się na Marsie dowiadujemy się dużo więcej, ciekawszych rzeczy. Niestety gra jest liniowa aż do bólu i równie klasyczna, co oznacza iż przemy nieustannie do przodu eliminując setki paskudnych bestii coraz to potężniejszymi brońmi, wśród których najciekawszą jest artefakt Soul Cube, jak nazwa wskazuje wysysający dusze z naszych wrogów. Bardzo ciekawy w działaniu, ale i trudny do zdobycia. Jednak to, czym Doom III sobie zasłużył na bycie na tej liście to klimat. A ten jest niesamowity! Granie po zmroku gwarantuje palpitacje serca gdy nagle z ciemnego korytarza coś wyskoczy na nas z przeraźliwym rykiem. Choć z czasem trochę uodpornimy się na takie niespodzianki a nawet będziemy wiedzieć gdzie ich się spodziewać to i tak nastrój sączy się obficie z głośników i monitora aż do samego końca.


Duke Nukem 3D [1996]

    Coś tam o grze...


The Elder Scrolls III: Morrowind [2002]

RPG to jest to, co tygryski lubią najbardziej a Morrowind jest jednym z najznakomitszych przedstawicieli gatunku. Gra oferuje wspaniały świat, odpowiednio zagmatwaną fabułę, setki zadań do wykonania i tygodnie (a nawet miesiące!) grania. Morrowind jest po prostu wielki. I ma niemal wszystko co RPG powienien mieć, łącznie z oryginalnym systemem rozwoju postaci, w któym punktów doświadczenia... nie ma! Kraina, po której się poruszamy (niestety cały czas samotnie) zachwyca roztaczanymi przed nami widokami a także spójnością i różnorodnością. Ogromne wrażenie robią pory dnia - wschody i zachody słońca, wygląd nieba za dnia i w nocy a także zjawiska atmosferyczne - deszcze, burze (przy grzmotach aż ciarki przechodzą) a także burze piaskowe. Szkoda tylko że nie ma pór roku. Gra wciąga i pożera czas niesamowicie, jeśli tylko damy jej na początku szansę, bo rozpędza się dość powolnie i na starcie mamy mętlik w głowie jeśli chodzi o nasze zadanie. Poza tym aby wszystko zrozumieć musimy przeczytać tony kilobajtów dialogów, ksiąg i listów. Na szczęście grę znakomicie spolszczono.



Fallout [1996]

   A to najstarsza gra w zestawie, znakomite cRPG, będące pod wieloma względamie niepokonane (nie licząc Fallout 2) do dnia dzisiejszego. Akcja gry ma miejsce w postnuklearnym świecie, zniszczonym wojną atomową. To, co przeżyło zmutowało - ludzie zamienili się w mutanty lub ghoule. Niewielka ilość ludzkości przeżyła w schronach, zupełnie odizolowana od świata zewnętrzengo. I to właśnie nam przychodzi poprowadzić losami jendego z mieszkańców takiego schronu, Schronu 13, w którym to zepsuł się chip uzdatniający wodę. Niestety w schronie nie ma zapasowego i w poszukiwania nowego, nie wiedząc zupełnie nic o tym co dzieje się teraz na świecie musimy udać się na powierzchnię. Jak na rasowe cRPG przystało przed rozpoczęciem gry mamy możliwość stworzenia własnej postaci, opisanej masą parametrów i zdolności, które potem bezpośrednio wpłyną na rozgrywkę. Scenariusz gry obfituje w masę wątków pobocznych, stawia przed nami różne drogi wyboru a w końcu opowiada historię świata, która może naprawdę mieć miejsce. Wszystko to buduje klimat, w który zatapiamy się bez końca...


Fallout 2 [1997]

   O ile część pierwsza tej gry była znakomita i wręcz wzorcowa jeśli chodzi o komputerowe RPG to jaka może być druga? Druga jest jeszcze potężniejsza, jeszcze większa, jeszcze znakomitsza! Tym razem zaczynamy jako nieokrzesany mieszkaniec wioski Arroyo (potomek bohatera pierwszej części gry, który to na jej końcu został wygnany), w której niestety nie dzieje się dobrze - rośliny i zwierzęta umierają, dzieci chorują. Musimy odnaleźć urządzenie zwane Garden Of Eden Creation Kit (w skrócie G.E.C.K.), któro pozwoli zapanować nad przyrodą i przywrócić życie wiosce. Zadanie wcale nie jest łatwe i w poszukiwaniu G.E.C.K.'a przyjdzie nam poznawać wiele innych tajemnic, ludzi i ponownie zwiedzać bardzo prawdopodobny i duży świat, rzeczywistość po wojnie atomowej. Ogrom gry jest niemal nie do opisania. Wystarczy tylko powiedzieć, że przeszedłem ją wzdłuż i wszerz siedem razy, za każdym razem odkrywając coś nowego (w tym zupełnie inne drogi wykonania tych samych zadań)!! I ciągle mam wrażenie, że nie odkryłem jeszcze wszystkiego. Mnogość postaci, które spotkamy i zadań, jakie będziemy musieli wykonać jest ogromna. Trudno będzie jakiejkolwiek grze być tym czymś, czym jest dla mnie Fallout 2. Być może uda się to trzeciej części serii, której niestety ciągle nie widać...


Flatout [2004]

   Gier ogólnie zwanych samochodówkami było w moim życiu wiele. Niektóre zagrzały dłużej miejsca na dysku twardym głównie z powodu braku innych, ale tak chyba przyćmiła wszystkie poprzednie razem wzięte. Co wyróżnia tą grę? Niesamowita radość z jazdy i... destrukcji. Doszczętnie można tutaj zniszczyć swój samochód, przeciwników i... elementy otoczenia! Do tego wygląda to wszystko niesamowicie realistycznie, widowiskowo i jest pełne dynamiki. A kiedy zbyt mocno zatrzymamy się na drzewie... wylatujemy przez przednią szybę! Wraz z robieniem postępów i wygrywaniem wyścigów stać nas na tuning auta a w końcu także i na nowe auto, którego zakup dyktowany jest awansem do wyższej klasy. W grze mamy aż 36 tras i... bonusy. I to one przyciągną sporo uwagi. Poza wyścigowymi bonusami mamy także walkę na wytrzymałość na zamkniętej arenie a także kilka wyzwań, w których najbardziej się liczy jak daleko, wysoko lub celnie wylecimy przez przednią szybę. Radości co niemiara! Przy tym wszystkim gra nie należy do łatwych, przez co satysfakcja z wygranej jest przeogromna. Nieskromnie pochwalę się, że udało mi się wygrać wszystkie wyścigi we wszystkich klasach, a tym samym uzyskać 100% w statystykach.


GTA Vice City [2003]

   Pierwsze GTA nie przekonywało mnie w ogóle. Z GTA III jakoś nie było dane mi się spotkać. Dopiero uśmiechnąłem się diabelsko przy Vice City. Pełne trzy wymiary, ogromne, żywe miasto, masa samochodów i masa misji do wykonania w ramach zapanowania nad miastem. Oczywiście nie w legalny sposób. Ta gra to nic innego jak złożona symulacja (ale od strony zręcznościowej - nie spodziewajmy się tutaj wielkiego realizmu) miejskiego przestępcy osadzona w trzech wymiarach i kładąca duży naciks na mobilność bohatera od strony nie tylko motoryzacyjnej. Znakomita! Gatunkowo grę osadzić dość trudno, ale najbliżej będzie chyba kiedy się powie że to mix samochodówki z FPS. Tekst z Vice City, który najbardziej zapadł mi w pamięć to "I see Love Fist burrrn, Love Fist ruined my life!", oczywiście mówiony odpowienim głosem i z odpowiednim akcentem.


GTA San Andreas [2005]

   Vice City było wielkie. San Andreas jest takie razy pięć! Tym razem do dyspozycji mamy aż trzy miasta plus masa wiejskich terenów między nimi. Klimat włoskiej mafii zamienił się na czarnoskóre okolice przesiąknięte hip-hop'em. Do tego doszły jeszcze elementy RPG, czyli rozwój samej postaci i większa interakcja z otoczeniem i mieszkańcami. Coś cudownego, choć mimo swego ogromu gra wydała mi się nieco łatwiejsza niż Vice City. Niemniej zadania, które przychodzi nam wykonywać są dużo bardizej złożone i widowiskowe, niektóre mają wybitnie filmowy harakter (nawet przy niektórych scenach można wskazać konkretny film). Diametralnie różny klimat niż w Vice City wydaje się tutaj jeszcze bardziej sugestywny i przesączony smaczkami głownie w dialogach, z kwestią "Man, this shit was tight" - "No, this shit was shit!" na czele.


Half-Life 2 [2004]

   Drugi FPS roku 2004 obok Doom'a III, na który czekał cały świat. Tylko że tym razem gra spełniła w pełni wszelkie zapowiedzi, oferując coś, czego naprawdę do tej pory nie było - niesamowitą fizykę (którą wykorzystuje Gravity Gun - broń, dzięki której możemy ciskać gdzie tylko chcemy praktycznie każdym przedmiotem a później także i organizmamy żywymi)!! Poza tym to FPS z głębszą fabułą i sporą dawką osób w niej mieszających i taki, w którym tylko prąc do przodu i strzelając daleko nie zajdziemy, tutaj czasem naprawdę trzeba pomyśleć a satysfakcja i radość z położenia pustaka, który coś zrównoważy czy umieszczenia z beczki, która wyprze coś z wody jest wielka. Akcja toczy się kilkanaście lat po wydarzeniach z pierwszej części gry. Ziemię prawie całkowicie opanowali przybysze z planety Xen a ludzie żyją niemal w całkowitej niewoli. Kierowana przez nas postać, doktor Morgan Freeman ma zmienić ten stan rzeczy (oczywiście nie samotnie). Ogromne wrażenie robią także mapy i przepiękna grafika. Resztę zobaczyć trzeba samemu - tego nie sposób opisać! Do ręki dostajemy zestaw sprawnych broni z alternatywnym trybem ognia. Walki toczymy w pojedynkę a także w towarzystwie i to nie tylko ludzi. Przyjdzie nam mieć u boku "psa" oraz paskudne robale, które w dodatku dzięki feromonom będziemy w pewien sposób kontrolować. Będzie nam dane stawić czoło różnym wrogom - oprócz żołnieży zwanych Combine (będących chyba czymś między człowiekeim a xenianami) walczyć będziemy z różnymi mutacjami headcrabów, zombi, robalami a także organicznymi maszynami latającymi i gigantycznymi Striderami, poruszającymi się na trzech długich nogach. Całości dopełnia masa, ale to masa przeróżnych smaczków, którymi można rozkoszować się bez końca (niektóre poziomy tylko dla nich, no i widoków, aż się chce przechodzić drugi raz). Duży plus gry to naprawdę niskie wymagania sprzętowe, chyba ze dwa razy niższe niż ten w Doomi'e 3 (przez co z konfigiem nie było żadnych problemów i bez zgrzytów można było grać w 1024x768). Jeszcze na dokładkę dodam, że za dawnych czasów (czyli Pentium 166) to właśnie demko pierwszego Half-Life'a było jedynym FPS'em, który wywołał u mnie więcej emocji niż wszystkie inne razem wzięte (no może oprócz Duke Nukem 3D, hehe) tego typu gry.


Heroes Of Might And Magic III [1999]

   Seria Heroes Of Might And Magic to już klasyka. Trzecia część to zdecydowanie część najlepsza (miejmy nadzieję że V ją przebije) tej turowej strategii osadzonej w realiach fantazy. Mimo turowego charakteru emocji nie brakuje, zwłaszcza że można zagrać z żywym przeciwnikiem na jednym komputerze (hot seat rulez)! Rozbudowa zamku, odkrywanie mapy, zajmowanie różnych kopalni i pokonywanie stworów stojących na drodze a także rozwój samych bohaterów, prowadzących armię do boju nie pozwolą na oderwanie się od minitora na długie godziny.


Need For Speed 2 [1996]

    Coś tam o grze...


Pro Evolution Soccer 4 [2004]

   W piłek kopanych się człowiek nagrał, w różne FIFY i tym podobne football'e. Jednak pełną satysfakcję dał dopiero ten japoński produkt, wykonany z romachem i finezją, z wygranej dający prawdziwą satysfakcję, zwłaszcza że prawie nigdy nie jest ona prosta. Brak schematów, konieczność taktycznego myślenia, ogromny realizm i licencjonowane składy drużyn jak i same drużyny stawiają go na pierwszym miejscu wśród tego typu produkcji (przynajmniej w mojej osobistej klasyfikacji).


ToCA Race Driver 2 [2004]

    Coś tam o grze...


Total Annihilation [1997]

   RTS, który tematyką i wykonaniem trafił niezykle celnie w mój gust będąc równocześnie znakomitą grą w tym gatunku w ogóle. Do dyspozycji mamy dwie walczące od lat strony, dysponujące nowoczesną techniką a całość osadzona jest gdzieś w innych galaktykach i zapewne w przyszłości. Przyjdzie nam dowodzić armiami robotów, pojazdów naziemnych, statków czy samolotów, do których nie trudno zapałać głębszym uczuciem. Gra mimo wieku nadal jest pozycją niezwykle grywalną i wcale nie wyglądającą na leciwego starocia, co tylko potwierdza jej klasę. Klimatu dopełnia zaaranżowana na symfoniczną muzyka. Do Total Annihilation wyszła masa dodatków z nowymi jednostkami, w tym z... poduszkowcami! Niestety nie było dane mi w nie zagrać.


WarCraft III: Reign Of Chaos [2002]

W Warcraft'a 2 całkiem miło mi się pogrywało, ale trzeba przyznać że jak na XXI wiek to gra trochę nie na czasie. Na szczęście na początku stulecia światło dzienne ujrzał Warcraft III - ambitna strategia czasu rzeczywistego z elementami RPG osadzona w bajkowym świecie orków i innych stworków. Poza dużą grywalnością, wciągającą kampanią i cieszącą oko grafiką gra zachwyca wręcz powalającymi filmikami, które można oglądać także poza nią. Przy niektórych aż serducho mocniej wali.

Więcej grzechów nie pamiętam... Choć to zapewne nie wszystkie gry, które skrzywiłyby moją psychikę i stępiły jedne zmysły by wyostrzyć drugie gdyby tylko dane byłoby mi w nich zasmakować, ale to właśnie te powyższe tytuły spotkałem na swojej drodze i właśnie one sprawiły że zatrzymałem się na dłuższą chwilę a nawet zyskałem miejsca, do których zawsze wracam...

© 2003-2007 by Ecnelis