Dodaj do ulubionych
Depeche Mode
historia · dyskografia · skład · teksty · inne
Zlot fanów w Chorzowie 08.01.2005.


   Ogólnopolski zlot w chorzowskim klubie Kocynder odbywał się tradycyjnie z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A o tym, że na nim będę dowiedziałem się na jakieś dwadzieścia godzin przed wyjazdem dzięki imprezie o zabarwieniu depeszowym, która miała miejsce na terenie Częstochowy. To tam zapadła niespodziewana decyzja o wyjeździe. A sam wyjazd stał się faktem o 17:30 następnego dnia. Oczywiście pojechałem tam wraz z Depeszką. Pociąg świecił pustkami a podróż przebiegła niemal bezproblemowo, wyłączając drobne incydenty, będące stadardowymi punktami charakteryzującymi podróże tego typu. Pociąg do Katowic oczywiście dotarł opóźniony. Na dworcu chwila błąkania, po której dotarliśmy do miejsca, gdzie bylismy z kimś umówieni (przyjąłem zasadę nie wymieniania konkretnych osób :D). Jak się okazało nie tylko my byliśmy umówieni i nie tylko nasz pociąg się opóźniał. W każdym razie po upływie pół godziny poruszaliśmy się (nasza dwuosobowa reprezentacja Częstochowy oraz ekipa krakowska i z Zielonej Góry) szczęśliwie tramwajem linii 11 w kierunku Kocyndra. Wejście do klubu poprzedzone było chwilami wachania czy aby czegoś nie kupić do jedzenia w budce naprzeciw przystanku tramwajowego. Ostatecznie jednak weszliśmy do środka, co okazało się lepszym pomysłem po tym jak dowiedzieliśmy się że i tu można dostać conieco. Zapiekanki nie były takie złe. W środku było już sporo osób, niektórzy znajomi z poprzedniego zlotu z Łodzi z 30 października ubiegłego roku. Inni znajomi z tamtego zlotu pojawili się także później... I inni znajomi też... Także poznało się parę osób, ale tradycyjnie było ich niewiele...

   Całkiem spory klub podzielony na dwie sale (do siedzenia i tańczenia) po brzegi wypełniony był depeszami w naprawdę różnym wieku. Stoliki z licznymi rezerwacjami obejmowały także rezerwację dla forumowiczów, ale i tak momentami był problem z miejscami siedzącymi. Jednak tym razem w takiej pozycji nie spędziliśmy prawie całego zlotu, tak jak w Łodzi. Przy paru utworach próbowałem coś zrobić ze swoim ciałem, nie bardzo mi to wychodziło bo tańczyć nie umiem, ale po wypiciu "Ludwika" mniej się takimi sprawami człowiek przejmuje. Przy hymnie o północy ("Pipmf" oczywiście) zasiliłem grono osób tworzących krąg, nie wiem z którego kierunku obrywając kroplami niezydentyfikowanego płynu (ale podejrzenia są raczej jednoznaczne). Czas nie spędzony na parkiecie mijał na krótkich rozmowach i tym podobnych czynnościach życiowych. Na przysypianie nie było praktycznie chwili! Muzycznie królowało Depeche Mode, jednak nie zabrakło muzyki innych wykonawców (na przykład De/Vision, Rammstein, And One), która w zbyt długich zestawach niepokojąco zasłaniała temat przewodni imprezy, co miało jednak miejsce tylko incydentalnie. W rezultacie końcowym proporcje były właściwe a cały zlot można zaliczyć jako bardzo udany.

   Godzina pożegnania przypadła na godzinę piątą nad ranem. Świerze (w miarę) powietrze oczyściło nozdrza, pompujące w płuca falę orzeźwienia, dotleniło pulsujące mózgowie a nagła cisza pozwoliła dopiero teraz usłyszeć jak szumi i piszczy nam w uszach i jak nasze głosy straciły na swej sile i elastyczności. Dwie po piątej tramwaj na dworzec, zdominowany przez depeszy ruszył w kierunku dworca PKP. Pociąg powrotny 6:05. Przy kasach spotkaliśmy jeszcze reprezentantów łodzkiej ekipy, której o mały włos nie uciekł pociąg. Małe conieco w towarzystwie trzyosobowej ekipy z Warszawy zjedliśmy w dworcowym barze po czym szybko udaliśmy się na peron trzeci i do opustoszałego pociągu. Niespełna dwie godzinki i byliśmy już w Częstochowie. Ja uciekłem do akademika pod kołderkę a Depeszka do szkoły na egzaminy, podobno poszły nieźle, ale trzeba będzie poczekać na wyniki. To był mój trzeci zlot w życiu i chyba jak dotychczas najlepszy - człowiek po prostu z czasem nabiera wprawy ;) ... See you all next time!!






© 2003-2007 by Ecnelis