Plan na ostatnie trzy miesiące 2004 roku zakładał obowiązkowe uczestnictwo w conajmniej jednym zlocie fanów Depeche Mode. Ze względów praktycznych (znajomość terenu oraz kwestia finansowa) w pierwszej kolejności na celowniku znalazł się zlot w Katowicach zaplanowany na 12 listopada. Jednak zanim w kierunku Katowic zostały poczynione jakiekolwiek kroki na horyzoncie pojawił się zlot w Łodzi, mający mieć miejsce 30 października. W tym momencie Ecnelis i Depeszka wpadli w ciąg wątpliwości i wahań, czego efektem była decyzja, która zapadła 18 października: jedziemy do Łodzi. Równie burzliwie przebiegało uzgadnianie dojazdu. Zakończyło się na wersji pociągu o godzinie 14:35 z Częstochowy, który po dwóch godzinach lądował na przystanku Łódź Kaliska. Niestety dość ciężko prezentowała się sytuacja finansowa. Na szczęście jej obraz znacznie się poprawił, gdy podczas audycji Piotra Stelmacha z radiowej Trójki z dnia 24 października udało mi się wygrać podwójną wejściówkę na zlot. Potem już tylko była niecieroliwość... Kiedy wreszcie?!?
We dwójkę jechaliśmy oczywiście z ramienia Polskiego Forum Depeche Mode (ja jako świeżo upieczony MODErator). W pociągu dały się zauważyć dwie, czy trzy osoby odziane w czerń. Jak się okazało na przystanku docelowym także jechali na zlot. Jednak nasze drogi się nie połączyły, wraz z Depeszką musieliśmy udać się na teren budynku dworca w celu dopełnienia formalności i zaspokojenia potrzeb. Kolejnym punktem był spacer według misternie sporządzonej przeze mnie mapki (opracowanej na podstawie cennych informacji ze strony internetowej forumowej koleżanki De-mo) ulicą Kopernika w kierunku klubu Punkt, gdzie miał odbyć się zlot. Oczywiście godzina była wczesna a impreza miała zaplanowany start na 21 (wejście od dwudziestej). Powszechnie wiadomo było jednak iż na ulicy Piotrkowskiej w Jamie Madejowej odbędzie się przedzlotowe spotkanie forumowiczów. Mimo iż nie byliśmy pewni, czy chcemy tam się dostać udaliśmy się na Piotrkowską, mijając po drodze city runnery (a także masę rojących się w około i głośnych meneli), których w Częstochowie nie uświadczy. Wkrótce przed nami roztoczyła się ulica głośnia i nasączona różnymi zapachami (przedtem oczywiście mijaliśmy Punkt). Nieśmiało podążaliśmy do miejsca, w którym powinna być Jama... Jednak jej tam nie było. Chwila odpoczynku na ławeczce, spożycie zapasów kanapek i kółeczko ciemnymi zaułkami nie pomogło nam zidentyfikować skąd pochodzą co chwilkę pojawiające się osoby odziane w czerń. Tylko przypadek sprawił, że znaleźliśmy Jamę Madejową... stojąc tuż przed jej wejściem. Chwila wahań na ławeczce i wchodzimy po schodach do środka. W wejściu natrafiliśmy na rozpędzonego młodzieńca, który na nasz widok natychmiast wykonał obrót o 180 stopni, bezbłędnie dokonując rozpoznania. To był DMaroco a my byliśmy zdemaskowani...
Przy barze czekał miłościwie nam panujący Chriss (administrator forum) i James a spore pomieszczenie znajdujące się po prawej od baru było dość szczelnie wypełnione czarnymi duszyczkami, znanymi dotychczas jedynie z forum. Dyskretnie udaliśmy się w kącik, witając się z nielicznymi. Tam, troszkę z boku, nieśmiali, ale bardzo ucieszeni spędziliśmy miłe chwile na obserwacji i będąc obserwowanymi. Chwilowy spokój przerwało wkroczenie do naszej gromadki Newmana, a raczej jego fryzura, stylizowana na obecny wizerunek Briana Molko z Placebo. Podobieństwo udeżające! W Jamie Madejowej rozdano pamiądkowe pocztówki, przygotowane specjalnie dla forumowiczów (skan mojej powyżej). Bez większych ekscesów (poza załatwieniem lewych interesów z Kleciną i przepytką przez Chrissa) udaliśmy się wkrótce w kierunku Punktu...
Tam już przed właściwym rozpoczęciem imprezy (o godzinie 21) atmosferę podgrzewał depeszowymi remiksami Serek, którego chyba nikomu z kręgów Depeche Mode i nie tylko nie trzeba przedstawiać. Po lewej stronie sali, udekorowanej w stylu późnego Music For The Mases z naciskiem na akcenty ówczesnej trasy koncertowej, rozpościerała się magicna kraina ze stolikamy zasianymi tajemniczymi kartkami z nadrukiem "Rezerwacja - Polskie Forum Depeche Mode". Zasiew szybko wydał owoce. Wraz z Depeszką zająłem miejsce w tych obiecujących rejonach a po chwilach paru w naszych dłoniach pojawił się złocisty płyn oblany szkłem...
Z każdą chwilą sala zapełniała się coraz bardziej, muzyka stawała się coraz bardziej konkretna a osoby znane wirtualnie tylko z forum i jedynie z nicków materializowały się w zastraszającym tempie. I to właśnie nim zawdzięczać należy naprawdę wspaniałą atmosferę zlotu, który technicznie mógł pozostawić trochę do życzenia (projekcja video nie mająca nic wspólnego z graną muzyką, przerywaną wykrzyczanymi komentarzami i utwory innych wykonawców - za dużo jak dla mnie De/Vision na przykład). Zagrano sporo utworów z pierwszego pięciolecia działalności zespołu i naprawdę dało się (przynajmniej mi) dość dotkliwie odczuć brak większej ilości dokonań zespołu z lat dziewięćdziesiątych i albumu "Exciter". W międzyczasie na zewnątrz poczyniono zdjęcie forumowej gromadki (jakieś pięcdziesiąt osób na około trzysta uczestniczących w zlocie). Oczywiście o północy hymn w postaci "Pimpf" i ochotnicza kontrola czystości podłogi w klubie ku uciesze pozostałych osób otaczających kołem leżących.
Na czas konkursu dave-dancingu, gdy niektórym stawało się trochę sennie, małą gromadką udaliśmy się na spacerek na ulicę Piotrkowską, po drodze mijając fontannę, od której niektórzy odeszli bardziej wilgotni niż gdy podchodzili. W drodze powrotnej w posiadanie Newmana i Eowym w niewyjaśnionych okolicznościach weszła dynia (a może odwrotnie?), będąca własnością baru/restauracji imieniem Gizmo. Przyspieszenie w tym momencie kroku przez niektórych spacerowiczów nie miało z tym nic wspólnego. Gizmo szczęśliwie dostał się na teren zlotu. Jak - to pozostanie tajemnicą. Po powrocie brało na sen... I się śniło deczko... Co ciekawe tej Nocy następowała zmiana czasu, dzięki czemu zyskało się dodatkową godzinę. Odtańczyło się wzorowo "Somebody"... A tłum się przerzedzał... Malał... Zaskakująco szybko... I w końcu trzeba było się pożegnać, złapać taxi na Łódź Fabryczną (po drodze się okazało, że szukając Jamy Madejowej byliśmy o krok od tego dworca), zjeść tam jakieś ciepłe papu, wsiąść do pociągu... I odpocząć nad ranem w pojeździe MPK wiozącym mnie i Depeszkę do właściwego miejsca spoczynku...
I tak mój drugi zlot fanów Depeche Mode stał się faktem. Dziękuję wszystkim za wspaniałą atmosferę i towarzystwo! See you all next time! Poniżej jeszcze parę skanów ze zlotowych zdjęć wykonanych moim aparatem (chyba czas zacząć myśleć o cyfrówce) przeze mnie, Depeszkę i kolegę Klecinę (ostatnie):
Od lewej: James, De-mo i Klecina, zasłuchany we własny głos nucacy utwór DM ("Iiiiii feeeel loved"). James jest tym wyraźnie zaintrygowany, trudno jednak odczytać z profilu czy na jego twarzy maluje się zdegustowanie czy aprobata. De-mo dyskretnie pilnuje czy nikt inny nie podsłuchuje.
Wszyscy obecni na zlocie zapewnie potwierdzą iż w Punkcie co jakiś czas pojawiała się chmura dymu. Świadkowie twierdzą, iż wydobywała się z podłogi. Dopiero teraz podejrzenia co do prawdziwego źródła dymu i tego iż świadkowie byli podstawieni zostały udowodnione. Tak jak wszyscy podejrzewaliśmy za robieniem zadymy stała jedna osoba i to popularna, lubiana i powszechnie znana, co zapewne po ujawnieniu tych szokujących faktów drastycznie się zmieni... Na zdjęciu sprawca całego zamieszania: ThePesH.
Cybi i Newman (z prawej) cieszący swe oczy widokiem osób tańczących na scenie (prawdopodobnie Siksa i Little Big Disease oraz niezidentyfikowana osoba w jeansach).
Aniołki Jamesa. Od lewej: Cybi, Costi i Eowyn. Tuż po kilkuujęciowej sesji zdjęciowej James zapewniał iż prywatnie nic go nie łączy z Triem, rozwianie wszelkich wątpliwości co do tego pozostawmy jednak służbom specjalnym...
I wszystkich połączyły klaszczące w górze dłonie (pomińmy to, iż Newman wyraźnie wykorzystuje ten fakt do uszczuplenia elementów dekoracji o stylowy megafon, co ostatecznie nie zakończyło się sukcesem). Na górze od lewej: Cybi, ThePesH i Newman. Na dole James, nie mający najwyraźniej zielonego pojęcia co dzieje się za jego plecami.
Na pierwszym planie po prawej Maciej P. Wygląda jakby rozmawiał, ale nie zapominajmy, że pozory często mylą. Z tyłu na scenie uśmiechnięty ThePesH. Nie wiadomo tylko co bardziej go cieszy - pozowanie do zdjęcia czy świadomość, że zawartość szklanki w jego prawej dłoni za chwilę zniknie.
Zorganizowana grupa forumowiczów na tle złocistego napoju. Od lewej: James, Roodzia, Klecina, Costi, Cybi, Martini i miłościwie nam panujący Chriss (administrator Polskiego Forum Depeche Mode). W tym zdjęciu zastanawia jedno: dlaczego napój Chrissa ma ciemniejszy odcień niż pierwszoplanowe eksponaty? To i temu podobne pytania mnożą się niepokojąco...
To my: Depeszka i Ecnelis. Proszę zwrócić uwagę na kolor skóry rąk. Gdzie indziej można nabawić się takiej złocistej opalenizny jak nie na zlotach fanów Depeche Mode?