Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
[ A-B-C-D-E-F-G-H-I-J-K-L-M-N-O-Q-P-R-S-T-U-V-W-X-Y-Z ]


Czytaj ...Agressiva 69 - "2·47" 1996



Chyba pierwszy, rasowy album techno-industrialny rodem z Polski. Dziesięć kompozycji przesiąkniętych elektroniką i chwytliwymi gitarowymi riffami. Na największą uwagę zasługuje przebojowe "Pure" a także mroczne "Lokator", "Seed" i transowe, całkowicie instrumentalne "Trance 12". Niestety są kompozycje, które po prostu trudno przełknąć. Album ukazał się także w wersji całkowicie anglojęzycznej (gdzie "Trance 12" niestety uzbrojono w wokale) przeznaczonej na rynek zachodni.

Czytaj ...Archive - "Michel Vaillant" 2003



Jak może brzmieć muzyka inspirowana komiksem? Właśnie tak - znakomicie! Alternatywne brzmienia, lekka domieszka brzmień klubowych, czasami bardzo leniwych, ale już od samego początku (pulsujące, mroczne "Le mans") do końca (kołyszące "Come to me 2") tajemniczych i wręcz niepokojących. W sam raz na noc. Takie kompozycje jak "Bridge theme" czy obie części "Come to me" robią naprawdę duże wrażenie. Spora dawka utworów instrumentalnych tylko potęguje atmosferę grozy, ale także i pewnego zmęczenia...

Archive - "Michel Vaillant - original soundtrack" 2003



źcieżka dźwiękowa do filmu znanego w Polsce pod tytułem "Najlepsi z najlepszych", bazująca w sporej części na utworach z poprzedniego albumu zespołu. Całość w bardzo orkiestrowych aranżacjach i z masą smyczków, co nie zawsze oznaczało, że jest lepiej, choć muzyka zyskała jeszcze większą głębię. Przede wszystkim jest to muzyka tylko i wyłącznie instrumentalna, co może czynić ją trudniejszą w odbiorze. Ja osobiście stawiam ją za poprzednim albumem zespołu, ale ciągle bardzo wysoko...

Artrosis - "Koncert w Trójce" 2000



Zapis koncertu jednego z najlepszych przedstawicieli rodzimego gotyku w studiu imienia A. Osieckiej radiowej Trójki z piątego lutego 2000 roku. Magiczna atmosfera, piękne brzmienie i wokale jasnowłosej wokalistki o pseudonimie Medeah tworzą spójną całość od której trudno się oderwać i której jedyne sensowne przesłuchanie to przesłuchanie od początku do końca. Największe wrażenie robi "Ukryty wymiar" i "Pośród kwiatów i cieni".

Blackfield - "Blackfield" 2004



Blackfield jest wynikiem współpracy Steven'a Wilson'a z Porcupine Tree z izraelskim wokalistą i kompozytorem (co nie znaczy że wokalnie nie udziela się też Wilson). Trzeba przynać, że ta współpraca wypadła znakomicie. Nie brak tu elementów jeżozwierzowych, które sprawdzają się w podejściu do utworów od strony krótkiej piosenki popowej. Tytułowe "Blackfield" nie miało żadnych problemów w staniu się przebojem. Podobnie wpadające w ucho są "Pain" i ostre tekstowo "Cloudy now". Album czaruje niemal w każdym swoim momencie...

Bush - "Razorblade suitcase" 1996



Trzynaście utworów, krążących pomiędzy rock'iem i grung'em to trochę za dużo, wystarczyłoby dziesięć. Album jednolity, ale interesujący ze względu nie tylko na singlowe przeboje "Swallowed" czy "Mouth", choć to jedyne kompozycje, które wpadają w ucho po pierwszym przesłuchaniu. Reszta wymaga oswojenia, któro czasami (w większości przypadków) przynosi marne skutki a czasami nie ("Bonedriven"). Album rozpoczyna się bardzo ciekawie: dyszeniem i warczeniem psa ...

Czytaj ...Camouflage - "Sensor" 2003



Elektroniczny, minimlany w brzmieniu i bardzo uspokajający album grupy mającej swoje korzenie jeszcze w latach osiemdziesiątych. Ponad godzina (troszeczkę można narzekać na taką długość) zawarta w trzynastu kompozycjach, z których tylko niektóre chwytają po pierwszym przesłuchaniu ("Me and you", "Perfect" czy "I cant't feel you"), co jest tylko zaletą, ponieważ pozostałe 'wchodzą' dopiero po dłuższym obcowaniu z nimi i już pozostają. Słucha się z prawdziwą przyjemnością, jednak brakuje utwóru, który całkowicie zawłądnąby słuchaczem...

Czytaj ...Crash Test Dummies - "Give yourself a hand" 1998



Ogromna mieszanka stylów, brzmień i eksperymentów z wokalami prosto z Kanady. Klimaty od jazzu, poprzez rock do czystoelektronicznych. Wszystko znakomicie z sobą współgra i nie pozwala się nudzić. Niemal brak kompozycji całkowicie nieudanych a w ich opozycji stoi znakomite "Keep a lid on things" czy "Get you in the morning" i "A little something" (oba utwory z żeńskimi wokalami). Bardzo frapujący materiał ...

The Cure - "Pornography" 1982



Pierwsza część trylogii (pozostałe to "Disintegration" i "Bloodflowers"), ośmioutworowa płyta uświadamiająca nam ile mamy lęków, o których nawet nie mieliśmy najmniejszego pojęcia. Niezapomniane kompozycje "one hundred years", "The figurehead" i przepiękne "A strange day" do dziś znakomicie wypełniają koncertowy repertuar zespołu. Co do pozostałych kompozycji należy mieć odrobinę cierpliwości...

The Cure - "Disintegration" 1990



To zdecydowanie najbardziej znany i uznany album zespołu. Druga część kjurowej trylogii. Przepełniona wielkimi przebojami ("Lullaby", "Lovesong" i "Fascination street") a także utworami poruszającymi do głębi z "The same deep water as you" na czele - dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych utworów w historii zespołu. Jedynym jej minusem może być czas trwania: ponad 70 minut...

Czytaj ...The Cure - "Wild mood swings" 1996



Czternaście udanych i bardzo udanych kompozycji z wginiatającym w ziemię "Want" na otwarcie. A potem jest już tylko pięknie, wzruszjąco, smutno i wesoło. Cały album przesiąknięty jest dziwną nostalgią, która w połączeniu z czasem trwania może trochę przytłaczać. W pamięć zapadają dwie przepiękne kompozycje "This is a lie" i "Treasure". źwieżo i przebojowo brzmi "Strange attraction".

Czytaj ...The Cure - "Bloodflowers" 2000



Przy okazji tego albumu zepół dał koncert w Polsce w Óodzi 14 kwietnia 2000 roku. Przy okazji albumu wyjątkowego, przesiąkniętego dziwnym zepsuciem i depresją. Płyta dojrzała i odważna (jedenastominutowe, ciężkie "Watching me fall" to najdłuższy wokalny utwór w historii zespołu), zamykająca prawie dwudziestoletnią trylogię. Bardziej piękna niż przebojowa (choć "The last day of summer" i "Maybe someday" święciły triumfy na listach przebojów). Finałowa, tytułowa, siedmiominutowa kompozycja rzuca na kolana i długo nie pozwala stanąć na wyprostowanych nogach, znakomita, wzruszająca, mroczna ...

The Cure - "The greatest hits" 2001



Typowa składanka największych przebojów wymuszona przez wytwórnię. Składają się tu utwory wybrane przez zespół z całego okresu działalności i dwie nowe kompozycje, z których zdecydowanie lepszą jest "Cut here". A jak to z takimi składankami bywa tak i tu zabrakło (mi) paru utworów a paru bym w ogóle nie dawał. Ale trudno kwestionować wyboru dokonanego przez sam zespół. Album ukazał się też w limitowanej wersji, do której dołączono darmową płytę z akustycznymi wersjami wszystkich utworów.

The Cure - "The cure" 2004



Ta płyta The Cure, już z samego tytułu niestety rozczarowuje. Panu Robertowi wyraźnie zabrakło patentów i pomysłów na nowe kompozycje, które zupełnie niczym nie zaskakują i nie potrafią porwać słuchacza. Brzmieniono jest bardzo poprawnie, bez zytniej fantazji niestety. Zdecydowanie zabrakło tutaj przebojów, melodii i tych jedynych w swoim rodzaju rozpływających się partii podwodnych gitar, czego choć w jednym utworze byśmy sobie życzyli...

The Cure - "Faith (deluxe edition)" 2005



Jeden z pierwszych krążków z serii deluxe edition. Oryginalne "Faith" z 1981 roku rozszerzono tu do granic możliwości - na dwóch płytach poza albumem podstawowym znalazły się wersje demo, nagrania koncertowe, odrzuty z sesji nagraniowej a także utwory, które nie znalazły się na albumie, wśród nich instrumentalne, półgodzinne (!!) "Carnage visors". Taki potwór nie może nie robić wrażenia a starcie z nim będzie na pewno traumatycznym przeżyciem...


[ A-B-C-D-E-F-G-H-I-J-K-L-M-N-O-Q-P-R-S-T-U-V-W-X-Y-Z ]

© 2003-2007 by Ecnelis